Skocz do zawartości
MiyakoTheStrange

Choroba Mysi - co robić...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, przede wszystkim na początek chciałabym przedstawić Wam historię Mysi w dość dużym skrócie. Przede wszystkim zacznę od tego, że przygarnęłam ją od człowieka, który karmił ją tylko suchymi skórkami od chleba stąd też wyglądała dość marnie. Twierdził, że mała ma ok. roku (minęły ok. 3 miesiące od tego czasu). Wtedy nie wyglądało, że jest z nią coś nie tak. Niestety po paru dniach zauważyłam, że z dnia na dzień mała ma dość bardzo przekrzywiony łepek i jest bardziej ospała niż na początku. Po wizycie u weta diagnoza: albo zapalenie uszka, albo problemy natury neurologicznej. Niestety po jakimś czasie pierwsze zostało wykluczone, ponieważ mimo parodniowej terapii przekrzywienie i osłabienie zawsze po jakimś czasie wracało. Na tyle co na początku sterydy były podawane co miesiąc, teraz jest to 6-7 dni. Tydzień temu, było z nią strasznie źle. Łepek tak się jej wykrzywił, że robiła cały czas fikołki, żeby obraz się jej ustabilizował...Oczywiście nie była w stanie sama jeść i pić. Wtedy z lekarzem stwierdziliśmy, że jeżeli po 3 dniach terapii nie będzie poprawy, trzeba będzie zastanowić się nad "innymi" rozwiązaniami... "Na szczęście" poprawiło się jej i na tyle co je bardzo chętnie, mamy ogromny problem z piciem (podaję jej wodę+lakcid na siłę). Od ostatniego czasu jest odwodniona, dlatego ma podawane dodatkowo płyny podskórnie (do tego dochodzą sterydy, witaminy i antybiotyk). Dzisiaj zauważyłam, że ma siniaki w miejscach podawania zastrzyków... Dlatego moje pytanie do Was, doświadczeni hodowcy. Co mam robić? Czy dalej kontynuować tę walkę, która na dobrą sprawę jest przedłużaniem nieuniknionego, czy dać już temu biedactwu spokój i najzwyczajniej ją uśpić. Z jednej strony widzę zawsze ogromną poprawę po tych lekach i jak patrzę jaka jest radosna to czuję, że nie mogłabym jej uśpić, ale z drugiej strony...Zaczęłam się zastanawiać, czy może nie robię tego wszystkiego bardziej dla siebie niż dla dobra Mysi. Sama nie mam pojęcia co byłoby słuszne w tej sprawie. A może ktoś spotkał się z podobnym przypadkiem? Wie co to jest i jak z tym walczyć?

Edytowane przez MiyakoTheStrange

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to dżungarek albo campbella?

jeśli tak, to możliwe, ze to backflipping syndrom - nieuleczalna choroba neurologiczna..

 

czy wygląda to znajomo?

 

 

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudna sprawa. Problemy neurologiczne to bardzo obszerny problem. Mogą być następstwem stanów zapalnych w obrębie układu nerwowego, urazów, udaru... Ba, problemem może być nowotwór. Nawet polip w uszku, rosnący do wewnątrz, może uciskać na jakiś nerw. A moga to być problemy stomatologiczne - chomikom dolegają nie tylko przerastające siekacze.

 

Moim zdaniem sterydów jest za dużo. Antybiotyków też nie można podawać non stop, bo wanna Lakcidu nie wystarczy. Ile tych kroplówek już dostała? Małe zwierzątko ma delikatną skórę i nie można go ciągle kłuć. Z drugiej strony chomiki same z siebie piją bardzo niewiele.

 

Nie doczytałam, jaki to gatunek chomika. Czy Mysia sama coś robi? Je? Siusia? Chodzi? Myje się? Czy tylko leży, śpi?

 

Eutanazja to zawsze trudna decyzja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mysia to chomiczek dżungarski

Nie, to wygląda bardziej tak : http://www.youtube.com/watch?v=pzL_tjwv0g0

Plus ospałość i niedowład lewej strony (bo w tę stronę ją przechyla).

A te fikołki to bardziej miałam na myśli turlanie się... Ale to jak mówię było wynikiem tego strasznego wykrzywienia. 

Podejrzewamy nowotwór. Ale z takim maleństwem jest bardzo ciężko stwierdzić co konkretnie jej dolega...

 

Sterydy dostaje co tydzień, bo tyle one działają... Antybiotyki ma podawane od niedawna, po tej ostatniej

konkretnej akcji. Dzisiaj bodajże był ostatni dzień z antybiotykiem. A kroplówek. Z 4-5 razy. Ale po tych dzisiejszych

siniakach stwierdziłam, że robimy przerwę z kroplówkami i postaram się jej strzykawką podawać.

 

Gdy wszystko jest dobrze normalnie je, chodzi, załatwia się, myje ba! nawet się bawi. W kołowrotku lubi sobie pobiegać, 

czasami po łóżku pobuszować. Ale gdy zaczyna ją łapać to wtedy więcej śpi i się nie bawi.

Edytowane przez MiyakoTheStrange

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli w przerwach chodzi prosto i nie przekrzywia główki i ciała? Czy przekrzywia zawsze, a w przerwach jest tylko aktywniejsza? Też się przewraca?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W przerwach ma odrobinę przekrzywioną główkę i ciało, ale nie przeszkadza jej to w codziennym życiu. Dlatego też mam straszny dylemat co robić. Jak jest po lekach to tydzień jest zupełnie normalny jakby nic jej nie dolegało,ale jak mija działanie leków no to widać, że jest z nią źle. Jak jestem z nią po tych zastrzykach to się zastanawiam, czy na pewno jest to słuszne.... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podpytam mojego weta, ale jak możesz mi szczegółowo wszystko opisać na pw, to będzie łatwiej. Jakie leki, dawki, ile razy podawane, o ile wiesz, od początku, od kiedy mała choruje...

 

Ja sobie notuję takie rzeczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam podobny dylemat z Manią i też obawiam się, że niedługo będę musiała przestać się łudzić, że ją wyleczymy. Póki co chwytamy się różnych możliwości. Być może będą ją zawozić do szpitala do Warszawy na szczegółowe badania, bo bez nich można strzelać na ślepo i podawać coraz to różniejsze leki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

najka jutro przed południem przedzwonię do kliniki i się zapytam jakie konkretne leki ma podawane. Powiem szczerze, że nie zapisywałam takich rzeczy, bo wszyscy moi podopieczni są zdrowi i nigdy nie miałam takiej sytuacji jak z Mysią.

 

Diana Luiza Dubowska dobrze, że masz chociaż możliwość przeprowadzenia badań. U mnie wszyscy weterynarze twierdzą zgodnie, że z takim maleństwem to nie ma jak ich nawet zrobić. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

podrik, nie, ale przez jakiś czas korzystałam z usług kliniki, w której przyjmuje dr. Debis. Musiałam jednak z niej zrezygnować, ponieważ nie korzystają z igieł insulinowych. Przy takim maleństwie nie wyobrażam sobie, aby korzystano z grubszych igieł a mała i tak musi być często nakłuwana.... Chciałam jej zapewnić lepszy komfort (o ile tak to można nazwać......).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba mam takie same możliwości, jak Ty ;) Akurat ze Szczecina do Warszawy jest podobna droga, jak z Gdyni. Ale co, jeśli nasze chomiki są już tak słabe, że nawet zawiezienie do szpitala im nie pomoże? Jak się czuje Mysia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miyako, czekam na jakieś informacje. Być może jutro wybiorę się do lekarza, przy okazji mogłabym się czegoś dowiedzieć.

 

Grubsze igły były używane tylko w przypadku punkcji jamy brzusznej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Diana Luiza Dubowska faktycznie. Nie doczytałam, że jesteś ze Szczecina. Powiem ci szczerze, że taka podróż nie wchodzi w grę. Nie wyobrażam sobie, żebym miała z nią jechać taki kawał i usłyszeć to co mówiło mi już z 5 weterynarzy. Ograniczają mnie też pewne kwestie, których nie przeskoczę. 

Z Mysią póki działają sterydy wydaje się być wszystko w porządku. Chętnie je, sama pije, myje się i bawi jak gdyby nigdy nic.

 

najka nie zdążyłam dzisiaj przedzwonić, ale na szczęście jutro mam wolny dzień to się wszystko dowiem.

To nie była punkcja jamy brzusznej, tylko takimi igłami podawali jej leki podskórnie.....

Edytowane przez MiyakoTheStrange

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No wiem, wiem...

Masz jakieś informacje? Bo mój wet ma pewną koncepcję, ale wiesz, jak to jest z diagnozowaniem i leczeniem na odległość. Im więcej informacji, tym szanse na trafienie z diagnozą są większe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dopiero co wróciłam od weta (dzisiaj dostała "tylko" steryd i witaminy). Jak już zauważyłam, że mała nie wychodziła wczoraj w nocy ani dzisiaj z domku, to już wiadomo, że się coś dzieje. Jak ją wyjęłam na rękę to było widać, że ma zmierzwione futerko, jest słabiutka i leży na tym lewym boku. Jeszcze dawała radę usiąść w miarę prosto tyle, że strasznie ją bujało.

Przy okazji poprosiłam lekarza o spisanie tego co jej podają:

 

Intravit B12 0,025 ml

Vitamina B1 0,025 ml

Dexafort 0,05 ml

Enroxil 5% 0,05 ml

Leki podawane w rozcieńczeniu 1 do 3 z NaCl.

 

 

EDIT: Ze szczegółów zapomniałam dodać, że Mysia ma lekki wytrzeszcz lewego oka. 

Edytowane przez MiyakoTheStrange

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I co lekarze na to oko mówią?

 

Co do leków, to moim zdaniem są dobre, ale spytam.

 

Zaburzenia równowagi i przechylanie główki mogłyby wskazywać na zapalenie ucha wewnętrznego, bo tam jet błędnik i ślimak. Ale oczko to może być zupełnie inna sprawa.

 

Cały problem polega na tym, że diagnostyka naszych podopiecznych jest bardzo trudna, ze względu na maleńkie rozmiary. Ale nawet poprawna diagnoza nie zawsze pozwala na rozpoczęcie leczenia, zwłaszcza chirurgicznego.

 

Jak malutka się ma teraz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi się wydaje, że jakby to było zapalenie ucha to po antybiotykach już dawno by wyzdrowiała...  Lekarze i ja podejrzewamy, że coś jej tam rośnie (prawdopodobnie nowotwór) stąd osłabienie, lekki wytrzeszcz. A to znoszenie na jedną stronę to może to coś jej uciska jakiś nerw tak jak pisałaś wcześniej.

 

Zaraz po wizycie włożyłam ją do domku, żeby odpoczęła. Do 4 posiedzę i zobaczę, czy wyjdzie. Przy okazji sprawdzę czy będzie jadła i piła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cały problem polega na tym, że diagnostyka naszych podopiecznych jest bardzo trudna, ze względu na maleńkie rozmiary. Ale nawet poprawna diagnoza nie zawsze pozwala na rozpoczęcie leczenia, zwłaszcza chirurgicznego.

ja bym powiedziała inaczej - nie wszędzie jest dostęp do odpowiednich narzędzi

'Ogonek' w Warszawie oferuje już rezonans magnetyczny - np. taki u szczura, ktory pokazuje wyraźnie widoczny guz mózgu:

 

1483282_623203361073898_637588130_n.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale Ogonek jest jeden. Poza tym rezonans rezonansem, ale trepanacji czaszki nawet i u szczurka nie widzę. Tym bardziej, że po zabiegach neurologicznych pacjent powinien być utrzymywany w śpiączce farmakologicznej i najczęściej w hipotermii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ze szczurem ma się więcej możliwości niż z taką myszką, czy miniaturowym chomiczkiem. Powiem szczerze, że nawet jakby mi operację zaproponowali to nie wiem czy bym się zgodziła. Męczyć takie maleństwo, które i tak nie ma za dużo czasu na tym świecie.... Mimo wszystko szkoda, że nie ma więcej takich klinik specjalistycznych.

 

Podejrzewam, że Mysi nie będzie dało się wyleczyć. Niby nie ma strasznie utrudnionego życia, ale i tak zawsze po tych zastrzykach mam wyrzuty sumienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale póki można, to robimy dla miśków, co się tylko da...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz Maja - ale jakbym takiego guza na pół czachy zobaczyła, to wiedziałabym co robić, zamiast faszerować lekami, próbować na ślepo etc. A jakby takiego nie było - to wtedy można zobaczyć coś w uchu czy gdzie by było - a część byłaby wyleczalna, część nie. Jednak taki postęp jest przydatny i oby coraz więcej 'techniki' było w leczeniu dostępnej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podrik, bardziej odnosiłam się do swojej sytuacji. Jakby mi teraz zaproponowano operację to prawdopodobnie bym odmówiła. Biorąc też pod uwagę, że mała nie jest najmłodsza... Ale co do reszty tego co napisałaś, masz absolutną rację. Kto wie, może kiedyś leczenie i operacje nawet wśród najmniejszych gryzoni nie będzie postrzegane jako stratę czasu i walkę z wiatrakami.

 

PS. Chyba pisałaś to do mnie? Bo to "Maja" na początku mnie troszkę zmyliło :P

 

Malutka czuję się już lepiej po tych wczorajszych sterydach. Tym razem kazałam lekarzowi wstrzykiwać wyżej, żeby ten jej tyłek trochę odpoczął i się zagoił.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

PS. Chyba pisałaś to do mnie? Bo to "Maja" na początku mnie troszkę zmyliło :P

A sorry - najka ma na imię Maja ;)

 

Chodziło mi o to, że nawet zła diagnoza jest lepsza niż jej brak.. Gdybym dajmy na to zobaczyła takiego guza jak u tego szczurka, to wtedy wiedziałabym, że przy pierwszych symptomach pogorszenia szczurka bym uśpiła - bo szans najmniejszych nie ma i nie ma co czekać aż zacznie się męczyć bez sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...