Skocz do zawartości

Agucha_95

Czytelnicy
  • Zawartość

    4
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralny

O Agucha_95

  • Urodziny 1995.06.08

Dodatkowe informacje

  • Płeć
    Kobieta
  • Miejscowość
    Bydgoszcz
  • Gatunki chomików
    Aktualnie Dzungarskie, kiedyś Roborowskie i Syryjskie
  • Imiona chomików
    Franek, Srajdek, Sapcia, Pchełka, Kola + 4 maluchy
  • Podawany pokarm
    Ziarno, kolby, warzywa, granulat witaminowy, dropsiki, trawa, mlecze, świeże gałązki brzozy, dodatkiem jest wapno i witaminy do wody.
  1. Syryjczyki to samotniki, lecz potrafią się tolerować. Roborosie wręcz trzeba trzymać co najmniej 2, bo samym im jest źle. Dżungary, jeżeli są przyzwyczajone, to lubią towarzystwo. Ja mam właśnie dżungary, razem się bawią, biegają po 2 w kółku, chociaż mają 3 kółka :) razem jedzą, razem śpią wtulone w siebie. Poza tym, jeżeli moje chomiki mają klatkę z parterem, 1,2 i 3 piętrem to podstawa klatki nie musi być akurat 60/40...
  2. 2 chomiki mają klatkę 60/40 parterową, a reszta(kiedyś 3, chwilowo 7 :D) 3-piętrową 50/40 i uważam, że jest im dobrze :)
  3. Na początku miałam 2 roborosie. Były dosadzane, lecz dwie dziewczynki od razu się pokochały, bawiły się całe noce, a gdy jedna zdechła z powodu choroby, to druga umarła tydzień później, nic nie jadła, nie ruszała się, była agresywna... A zarazić się nie mogła, bo rakiem nie da się zarazić. Natomiast chomiki syryjskie również hodowałam i miałam razem w klatce 10. Nie gryzły się, lecz traktowały się z odpowiednim dystansem i zauważyłam, iż ustaliły hierarchię. Najsilniejszy, kiedy chciał wejść do kółka czy zjeść, fukał tylko na słabszego, a tamten pokornie usuwał się z drogi. Chociaż, kiedy raz zauważyłam, że jeden jest złośliwy i zaczepia inne, natychmiast go odsadziłam, na szczęście to był tylko jeden taki wypadek. A z dżungarami też nie mam problemu z dosadzaniem. Musiałam tylko jedną chomiczkę przenieść do drugiej klatki, bo jest stara, a jak reszta biegała, to często po niej deptały i ją obijały. No i Srajdka dołączyłam do starej samiczki, bo jego synek Franek obgryzł mu pół ucha za to, że Srajdek przystawiał się do jego panienki - Koli. No, ale to nie było nic takiego, tylko męska zazdrość, lecz, żeby to się nie powtórzyło, odsadziłam go i wszystko jest dobrze. :)
  4. Jak na razie wszystkie chomiki, które miałam, było ich wieeeeeeeele, dały się bez problemu oswoić. Oczywiście każdy z nich był inny. Jedne ciągle by były głaskane, trzymane na rękach, a inne nie mogły usiedzieć i, chociaż się nie bały, to wyrywały się do zwiedzania większego świata :D Na początku wkładałam chomika do klatki i ciągle utrzymywałam z nim "kontakt wzrokowy", podawałam jedzonko przez kratki, czasem miziałam palcem. Po 2-3 dniach już brałam normalnie na ręce. Po chyba 5 chomiku zmieniłam podejście, od razu po godzinnym zapoznaniu się z otoczeniem i nowymi koleżkami brałam na ręce i przekonywałam dając smakołyki. Raz trafiłam na łobuza, który w drodze ze sklepu do domu wygryzł mi dziurę w pudełku i pół drogi trzymałam go w rękach, był ogromnie przytulaśny, niestety żył krótko... A jak już trafiłam na uparciucha, który nie chciał się przekonać do mnie, to sprzątałam na biurku, kładłam tam jakieś smakołyki, sadzałam go i patrzyłam, miziałam czasem i z czasem się przekonywał. Poza tym nigdy nie miałam problemu z dosadzaniem nowego chomika. Do tych gryzoni trzeba mieć dobrą rękę i zamiłowanie, a z niczym nie ma problemu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...